72. SILENCE IS A CRIME

Posted: 22nd Wrzesień 2010 by Sheena in Thanking Blessed Mary – tom II

Gdy ona wróciła z Alanem na blok operacyjny, on wrócił do przerażonych braci i sióstr. Wszyscy pytali, co jest grane, czy operacja odbędzie się zgodnie z planem i czemu Pola tak niespodziewanie wybiegła z sali. Uspokoił ich, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Sam jednak walczył z wewnętrznym przeczuciem, że wcale tak nie jest. Kilka kolejnych godzin uciekło z jego życia bezpowrotnie. Nie wiedział już nawet jak to się stało, że minęły. Że ma je za sobą. I jak to właściwie jest, że bezczynne pochłonięcie w myślach było dla niego tak męczące? Gdy teraz zobaczył idących w ich stronę lekarzy, ledwo podniósł się z krzesełka. Ten widok wszystkich postawił na nogi. Wstrzymali oddechy czekając na pierwsze wieści.

- Pola, jak poszło? – jeszcze nie wyszli na zewnątrz, gdy niecierpliwiąca się i zdenerwowana Maike wystrzeliła z pierwszym pytaniem.
- spokojnie… Wszystko dobrze. Teraz trzeba już tylko czekać.
- czekać? – Patricia zdawała się nie do końca rozumieć. – Ale na co czekać?
- na wyniki badania usuniętych tkanek. – zamiast Poli odpowiedział tym razem Alan. Ona sama ledwo stała na nogach. Paddy spojrzał na zegarek.
- już po północy… – powiedział spoglądając w jej stronę – Operowaliście ponad sześć godzin.
- dlatego jesteśmy wyczerpani… Ale najważniejsze, że wszyscy mamy to już za sobą. – Owen nie mógł powstrzymać się przed głośnym ziewnięciem.

Wszyscy Kelly zaczęli im dziękować. Patricia z Barby i Maike nieustannie płakały. Joey z Johnem i Dennisem zajmowali rozmową Owena, a Alan… Alan uparcie stał za plecami Poli, z którą rozmowa w tym momencie była niemal niemożliwa.

- zostanę tu na noc… – powiedziała niespodziewanie, a swoją deklaracją zaskoczyła nie tylko Paddy’ego.
- nie wolałabyś jechać do domu i porządnie odpocząć? – zapytał Alan, a widząc jej wahanie, dodał szybko, że… – Jimmy ma tu przecież dobrą opiekę.
- nie wyobrażam sobie zostawić Maike samej, a na pewno nie odejdzie od niego dopóki się nie obudzi.
- jak chcesz… Ja wracam do hotelu. Owen pewnie też.
- Paddy, mógłbyś ich odwieźć? – zapytała spoglądając na niego szklistymi ze zmęczenia oczami.
- wolałbym i ciebie. Jesteś pewna, że chcesz zostać?

W odpowiedzi jedynie skinęła głową. Wiedział, że nic już nie wskóra. Przytulił ją, na koniec głośno westchnął, pocałował w czoło i powiedział Alanowi, że będzie czekał na nich w swoim samochodzie pod szpitalem. Oni poszli się przebrać, on z kolei z cała rodziną zeszli na dół. Poprosił Barby, by wracała z Patricią. Wyjaśnił, że sam zobowiązał się odwieźć chłopaków. Siostra zgodziła się bez mrugnięcia okiem. Była już tak zmęczona, że chciała po prostu jak najszybciej dotrzeć do domu. Pożegnał się ze wszystkimi… Ze wszystkimi prócz Maike. Ta, tak jak przewidziała Pola, zdecydowała się zostać na noc w szpitalu.

Stał oparty o bok swojego samochodu. Noc była wietrzna i nieco chłodna, ale to akurat dobrze. Zimne powietrze utrzymywało przy życiu wszystkie jego chłonne odpoczynku zmysły. Na dobre ocknął się widząc wychodzących ze szpitala Alana z Owenem. Ten drugi rzucił mu serdeczny uśmiech podczas, gdy pierwszy obojętnie wyminął obchodząc dookoła auto i nieproszenie wpychając się na miejsce pasażera. W drodze do hotelu niemal w ogóle się do siebie nie odzywali. Dopiero u celu Paddy odwrócił się do tyłu i choć chciał, by zabrzmiało to inaczej, to…

- dzięki, że przyjechaliście. Wasza pomoc na pewno wiele znaczy dla Poli.
- a dla ciebie nie? – Alan rzucił mu karcące spojrzenie – To w końcu twój brat.
- masz rację… – zrobiło mu się głupio. Na wszelki wypadek postanowił uciąć rozmowę i nie zagłębiać już w ten, bądź co bądź, niewygodny dla niego temat.

Wyszli kilka minut później. Jakiś czas stał jeszcze pod hotelem zastanawiając się nad krótką wymianą zdań między nim a Alanem. Może i miał rację. Może powinien w takiej chwili stanąć ponad podziałami i jechać do szpitala, by razem z Polą i Maike czekać aż jego brat odzyska przytomność. Teraz nawet to sobie wyobraził. I choćby nie wiem jak się starał – wyglądało to sztucznie, z pewnością byłoby naciągane. Chciał bać się o Jima, chciał czuć troskę i racjonalny w tej sytuacji lęk, ale… Nie mógł. Nie po tym wszystkim, co zdążył przed samą operacją odwalić. Nie po tym co powiedział jemu, nie po tym co powiedział jej. Nie było opcji, by tam wrócił. Zresztą… Jim da sobie radę. To silny facet. Jeszcze nie raz uprzykrzy mu życie. Na tę myśl uśmiechnął się sam do siebie. Przekręcił kluczyki w stacyjce i cofnął kawałek do tyłu, by wyjechać z miejsca w którym zaparkował. A ten cały Alan… – myślał po drodze – Niech on lepiej świętego nie udaje i dobre rady zachowa dla siebie…
Ta krótka uszczypliwość nie przyniosła zamierzonego efektu, bo teraz Paddy przypomniał sobie jedną z jego rad, która brzmiała całkiem wiarygodnie. I choć jeszcze nie do końca przemyślał jej użyteczność, skręcił w ulicę na której powinien był znaleźć… Tak… Miał rację. Już z oddali dostrzegł wiszący nad jedynym w tym miejscu oświetlonym sklepem, różowy szyld. Zaparkował samochód nieco dalej, po drugiej stronie ulicy. Sam nie wiedział skąd ten dystans. Chyba chciał to jeszcze raz rozważyć. Ciągle jeszcze trzymał oparte o kierownicę ręce. W pełnej gotowości do odwrotu.
Co ja robię? – zapytał sam siebie nie spuszczając oczu z drzwi sex-shopu – I co ona zrobi, gdy zobaczy co kupiłem? Pewnie mnie wyśmieje… Pomyśli, że zwariowałem. Ale jeśli nie zaryzykuję i nie sprawdzę, to się nie dowiem czy ją to kręci, a to przecież jedyna noc i okazja, gdy nie ma jej ze mną i mogę… Mogę…

Wyjął kluczyki ze stacyjki. W pewnym odrętwieniu, z ciągle jeszcze utkwionym w oddali wzrokiem, wyszedł z samochodu. Zamknął za sobą drzwi, a kluczyki wrzucił do kieszeni spodni. Zrobił kilka śmiałych kroków naprzód, by nagle zatrzymać się w miejscu, rozejrzeć dookoła. Dopiero, gdy upewnił się, że ulica jest opustoszała i nikt z okien go nie obserwuje… Dopiero wtedy znowu ruszył w obranym przez siebie kierunku. Obiecał się nie denerwować. Wejść tam, tak po prostu – za potrzebą. Nie patrzeć na nikogo, nie zwracać na siebie uwagi, zrobić zakupy i jak najszybciej wrócić do auta. Kaszka z mlekiem… Wziął głęboki oddech stanąwszy tuż pod wystawą. Przekonał się, że będzie jedynym klientem. Oprócz niego w środku będzie tylko ekspedientka. Wysoka, na oko jeszcze wyższa od niego, szczupła i od stóp do głów ubrana w lateksowy kombinezon rudowłosa kobieta. Młoda, a już taka agresywna. Nerwowo żuła gumę wpatrując się w leżącą przy kasie gazetę. To był odpowiedni moment. Wszedł do środka. Miał nie mówić „dzień dobry”, by nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, ale ten nawyk okazał się być silniejszym od niego. Kobieta podniosła wzrok, a wraz z nim brwi… Wyglądała jakby była zaskoczona pojawieniem się klienta o tak późnej godzinie. No nic… Nie będzie się przecież tłumaczył. W efekcie jednak uśmiechnął się do niej. Sztywno, sztucznie i niepewnie. Zaraz potem zawstydzony brakiem reakcji z jej strony, odwrócił się do niej plecami i utkwił wzrok w kolorowych pismach na regale pod ścianą. Podszedł do niego. Nie pamiętał co za gazety tam leżały, jakie miały tytuły, jakie okładki. Nie zwrócił na nie uwagi. Nie przyszedł przecież się doszkalać. Ludzie! Co on robi! Dalej, Paddy… Zabawki są dalej… – dodawał sobie w myślach odwagi, by przenieść wreszcie uwagę na znacznie bardziej praktyczne od broszur edukacyjnych artykuły. Włożył ręce do kieszeni. Bo może ta babka patrzyła na niego bojąc się, że coś zwinie. Może ten drobny gest uspokoi jej obawy i teraz bez krępowania się jej bacznym wzrokiem, będzie mógł poruszać się po sklepie z trzeźwiejszym umysłem, swobodnie. Do niczego takiego jednak nie doszło. Gdy tylko opuścił bezpieczną przestrzeń przy świerszczykach, rudowłosa przyglądała mu się z jeszcze większym od dotychczasowego zainteresowaniem, a gdy zapytała czy potrzebuje pomocy, jedyną rzeczą jaką był sobie w stanie wyobrazić, to jak stamtąd pospiesznym krokiem wychodzi i wraca do swojego prywatnego auta.

- dziękuję, sam sobie poradzę… – odpowiedział po chwili milczenia spowodowanej uporczywym pieczeniem policzków.

I poradził. Nie zastanawiał się nad tym, co bierze ani do czego to służy i czy im się przyda. Brał co popadnie. I wcale nie był to przypadek, lecz w pełni przemyślana strategia, która gwarantowała mu spokojne zapoznanie się ze sprzętem i odizolowanie tego, który kompletnie się nie nadaje od tego, który ma szansę spodobać się Poli. Przy kasie więc stawił się z pełnym zaopatrzeniem, a gdy tylko rozłożył je całe na ladzie, uśmiechnął się szeroko do nie mogącej ciągle jeszcze ukryć swojego zdziwienia ekspedientki. Ten uśmiech w jego przekonaniu oznaczał, że dał sobie radę. Jej zdziwienie z kolei było dla niego oznaką podziwu w zaangażowanie i wysublimowany seksualnie gust, jakim się wykazał. Nie dopatrzył się w nim absolutnie niczego złego. Tym bardziej, że przecież nie mógł podejrzewać, że nabywał właśnie zabawki zarówno dla hetero jak i dla homoseksualistów.
Z tylnej kieszeni wyjmował portfel. Nie zastanawiał się ile będzie go to wszystko kosztowało. Przyjemność Poli była dla niego bezcennym priorytetem, więc nie żal mu było wydanych pieniędzy. Zajrzał właśnie do środka licząc gotówkę, gdy rozbłysk wyrwał go ze stanu uspokojenia, jakiemu powoli udawało się przejąć nad nim kontrolę. Podskoczył w miejscu. Był pewien, że to… Że to… Flesze aparatu. Tak samo jak wtedy, w szpitalu. Tyle, że teraz mógł zlokalizować ich źródło. Dwóch mężczyzn stało na zewnątrz. Z zasłoniętych profesjonalnymi aparatami twarzy dostrzec mógł jedynie tępe, złośliwe uśmiechy.

- przepraszam… Rozmyśliłem się jednak. – rzucił do kasjerki kierując się w stronę wyjścia.

Nie czekał już na jej odpowiedź. Spuścił głowę, postawił kołnierz marynarki myśląc chyba, że uda mu się choć częściowo w ten sposób zamaskować. A oni korzystając z okazji, że jest teraz coraz bliżej, podbiegli do niego i nie przestając pstrykać kolejnych zdjęć, zadawali pytania… Kiedy opuścił pan klasztor i jak to się ma do nagłej fascynacji zabawkami erotycznymi? Czy za murami zakonu był pan świadkiem molestowania seksualnego? Jaki był powód powrotu do świeckiego trybu życia? Czy ma pan już kogoś, z kim zamierza wykorzystać kupowane w tym sklepie akcesoria?
Nie, nie… Tego już było za dużo. Zaczął biec w stronę auta. Nie chciał słuchać tych bredni, na nic nie odpowiadał. Hieny! Skąd oni się tu wzięli? Był wściekły i… Przerażony. Przerażony do granic możliwości. Przed tym właśnie lata temu uciekł. Tego miał dosyć, tego unikał. A teraz to znowu wróciło. I to w najgorszym możliwym momencie, bo nie dość że nie zdążył jeszcze oznajmić światu swojej decyzji związanej z opuszczeniem zakonu, to teraz świat sam się o tym przekona odnajdując go w środku nocy w sex-shopie!
Był już niedaleko. Od auta dzieliło go może dziesięć metrów. Wystarczyło przebiec przez ulicę. Pech, że jeden z fotoreporterów zaszedł mu drogę. Odepchnął go z całej siły i jeszcze szybciej ruszył przed siebie. Nie zdążył, nie pomyślał, nie rozejrzał się dookoła. I jedyne, co teraz zobaczył, to światła samochodu. Był blisko. Musiał być. O włos raptem od niego. Obrócił się w jego stronę zatrzymując w miejscu, na samym środku jezdni. Kierowca w porę zareagował. Gwałtowny skręt w bok, wyminął go. Wyminął nawet dziennikarzy… Ale jednocześnie uderzył w stojący na chodniku hydrant. Mężczyźni w nie mniejszym niż Paddy szoku, stali tam jeszcze chwilę licząc na dalszy bieg wydarzeń. Ale tego nie było. Rozpędzony samochód owinął się dosłownie wokół niespełna metrowej przeszkody. Nikt z niego nie wysiadał, nikt nie wołał o pomoc. Paddy nie mógł tak dalej stać. I chociaż był w szoku, podbiegł teraz do auta. Spojrzał w szybę, otworzył drzwi i szarpnął ramieniem siedzącej za kierownicą młodej dziewczyny. Była przytomna, choć zachowywała się tak, jakby kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego, do czego przed chwilą doszło.

- jak się pani czuje? – to pytanie Paddy musiał powtórzyć jeszcze kilkukrotnie.

Ona nie odpowiadała, choć po trzecim razie spojrzała w jego stronę. Złapała się za czoło. Zrozumiał, że musiała uderzyć nim o kierownicę. Poprosił, by wysiadła. Podał jej rękę obawiając się, że może stracić przy tej czynności równowagę. Może nieświadomie i bezmyślnie, ale gdyby miał kolejną szansę, zrobiłby to samo. Ten drobny gest okazał się być gratką dla fotoreporterów. Gdy tylko dziewczyna wysiadła z samochodu i tracąc siły w nogach, wsparła się na jego ramieniu, zaczęli robić kolejne zdjęcia. Zbliżali się do nich natarczywie, na przemian kucali i obchodzili dookoła. Byle by mieć jak najlepsze ujęcie tego, co następnego dnia okazać się mogło… Ach, szkoda gadać.

  1. daga mówi:

    no nie ja cie krece sheenaa gdzies ty go wyslaal i co te znajdki z aparatami tam robily>???nie dosc ze jim swiruej to teraz too jeszcze

  2. Sheena mówi:

    Oj no, a gdzie miałam go wysłać? W kościele już był, więc żeby życie miało smaczek… :-D

  3. Kasia mówi:

    Rany… szok :) przeczytałam i siedzę z rozdziawioną buzią :) Jak dojdę do siebie napiszę coś więcej :)

    “Dalej, Paddy… Zabawki są dalej…” – ale się uśmiałam :) Sheenko skąd Ty masz takie pomysły? :)

  4. Sheena mówi:

    Najśmieszniej by było, gdybym napisała że z autopsji ;)) …ale nie będę kłamać! To Paddy jest taki nieśmiały w te klocki :))

  5. Vemona mówi:

    Ahahaha :)) Ten to ma szczęście :-D Ciekawe co będzie, jak się Pola dowie. Myślę, że też nieźle uśmiałaby się z całej tej sytuacji, gdyby faktem nie było, iż Pad zasugerował się tekstem Alana o niej, jakoby lubiła ostre zabawy w łóżku 8-| Może nie dość, że wkurzyć się na Pada, że bierze sobie do serca takie rzeczy to jeszcze na domiar złego wkręcić się w jakąś chorą kłótnię z Alanem a ani jednemu ani drugiego do szczęścia to nie jest potrzebne :-|
    Generalnie jeśli chodzi o seks to oni dużo robią ale w ogóle nie rozmawiają na ten temat a czasami warto. Tym bardziej, jeśli jedną z stron zaczynają ściskać jakieś wątpliwości odnośnie tej sfery życia. No ale nieee, skądże, po co 8-|
    A co do Jima, tak ogólnie – no chamisko to z niego jest, nie da się ukryć. Niektóre tekstu mógłby sobie spokojnie darować, ale z drugiej strony nikt mu nie powie, że jest nieszczery albo kopie dołki po cichu, za plecami – nie, zarówno Pad jak i Pola wiedzą co jest grane, wiedzą na czym stoją. Ciekawe, czy po operacji nie czekają go jakieś komplikacje czy to chwilowe, czy to takie, które zaważą na dalszym jego życiu (i nie tylko jego pewnie).
    No nic, trzeba czekać na dalszy rozwój wypadków ;;) Zobaczymy, czym tam Sheena literacko nas zaskoczy ;)
    Pozdrawiam Cię gorąco :*

  6. Sheena mówi:

    Taaa… :-W Wystarczy go na chwilę spuścić z oka i już wszystkie nieszczęścia tego świata na niego spadają X_X
    Rozczulający jest… 8-> Pola mnie dogłębnie rozczaruje jeśli się na niego wkurzy, bo w końcu on z takim poświęceniem tam poszedł i takie katusze przeżywał “buszując” po sklepowych regałach, no ale cóż… Może będzie miała jakiś powód… B-(
    Natomiast werbalność ich kontaktu nie poraża różnorodnością ekspresji. Przyznaję ci rację Vemono ^:)^ Aż strach pomyśleć co by było, gdyby nie ta chemia… \:D/
    Jim się intelektualnie nie starzeje =)) i jest Jimem w każdej (KAŻDEJ) sytuacji. Szczytem odwagi było to, co powiedział Poli na minuty przed tym jak ona rozkroiła mu czaszkę :-J
    :*

  7. irrelevant mówi:

    Sheenaaaaa! Hahahaha, nie mogę się przestac smiac, ta częśc mnie zmiażdżyła totalnie :-D Paddy kupujący zabawki, a potem ten cały cyrk z dziennikarzami… Hahaaaaaaa, bomba! Z góry przepraszam za brak literki ć, dosyc dziwnie to wygląda w wyrazach, ale mam nowy komputer i pod literę c mam jakiś skrót do programu przydzielony i nie wiem jak to zmienic. :( No w każdym razie, dawno się nie odzywałam, ze względu właśnie na brak komputera, ale teraz już mam i mam nadzieję, że na bieżąco będę czytac i komentowac. :-P Buziaki!!

  8. Will_ow mówi:

    Tyle się dzieje, że już nie wiem, co bardziej mnie trzyma w napięciu – stan zdrowia i wybryki Jima, rozwój wypadków z Alanem, czy teraz – konsekwencje nalotu fotoreporterów na prywatne i publiczne życie Paddy’ego. Biedaczek z niego. Jak to się mówi po ludowemu: “na pochyłe drzewo każda koza skacze”. Jeszcze mu się pewnie Polka rozchoruje po tych wszystkich stresach i napięciach.
    Luzak Owen jest fajny :)
    I szkoda, że się P. nie udało gadżetów nabyć… ;)

  9. Ola mówi:

    Oj tak, popieram Will_ow, szkoda, że Padduś nie nabył tych gadżetów, ale by nam wtedy Sheena walnęłą opis :"> ;) Napewno byłby mocno nasycony erotyzmem i jakie by było :BZ
    Ale teraz trzeba czekac na rozwój wydarzeń związanych z tymi ochydnymi paparazzo :-W
    No ale miejmy nadzieję, że Pola zrozumie Paddy-ego i całą tą sytuację i pięknie się później pogodzą
    Aż się czerwienię i ślinka leci na samą myśl :"> =P~ nie mówiąc już o motylkach w brzuszku i nie powiem jakich myślach 8-}

  10. daga mówi:

    paddus sieroto sa sklepy internetowe a ty walisz do sklepu na miescie bosz sheena ta czesc mnie zabila ..ciekawe jaka bedzie reakcja poli i reszty rodiznki??bo jim to pewnie sie sturla z lozka ze smiechu i posika

  11. Sheena mówi:

    Irrelevant :O) welcome back! Fajnie że wróciłaś! Ostatnio się właśnie zastanawiałam czemu cię tak długo nie ma. A co do kompa… Jeśli po wciśnięciu alt+c włącza ci się jakiś program (może Ati Catalyst? Wtedy rozwiązanie masz w tych linkach: http://forum.dobreprogramy.pl/jak-usunac-skrot-klawiszowy-alt-otwierajacy-ati-ccc-t212910.html, http://windows7forum.pl/windows-vista-zamiast-skrot-do-panelu-ati-catalyst-t-7981.html), to nie wyłączaj go od razu tylko sprawdź czy masz tam możliwość pogrzebać, chodzi o konfigurację, jakieś skróty klawiszoweo (czyli hotkeys po angielsku). Jak masz coś takiego to je dezaktywuj i problem z głowy. Mam nadzieję, że pomoże :*

    Will_ow, poprawię ci nastrój =P~ z tymi ero-gadżetami to jeszcze nic straconego! Przynajmniej tym razem nie wydał fortuny na buble, o których sposobie użycia nie miałby bladego pojęcia ;)) Jimowy stan głowy powinien być póki co priorytetem, bo jak widzę tu wszyscy zafascynowani ewentualnym zaostrzeniem się relacji łóżkowych P&P i szkoda by było, gdyby on w międzyczasie niepostrzeżenie się przekręcił :))

    O… Oli też w takim razie poprawiłam humorek z tymi zabawkami… Ale was wzięło diablice >:) No cóż… Będę was chyba musiała poinformować przed spodziewanym terminem kolejnej piekielnie gorącej uroczystości B-)

    Linka pewnie też na nic innego nie czeka… 8-}

    Daguś… No bijesz w samo sedno. Tyle, że to sturlanie się Jimmy’ego może być ostatnim jego życiowym odruchem. Szkoda, że tak niepraktycznym =))

  12. irrelevant mówi:

    Sheenuś, tak właśnie, z tym miałam problem. A miałam, bo dzięki Twojej pomocy już nie mam! I nie muszę się uciekać do kopiowania literki z innych postów. :-D Dziękuję kochana :* :*

  13. daga mówi:

    ee niepraktyczne ale przynajmniej wesole ze padzik dupa gola dal sie zlapac a jim by to zrobi l dyskretnie i bez paprazzi

  14. Sheena mówi:

    Irrelevant, cieszę się że mogłam pomóc, a twoje Ć wygląda wprost rewelacyjne =D>

    Dag, gdyby Jima dopadli, to nie dość że by wszystko kupił, to jeszcze zrobiłby fachową prezentację produktów ;))

  15. daga mówi:

    dokladnie zrobilby tak reklame temu sklepow i ze bylby mu wdzieczni do konca zycia

  16. Ola mówi:

    Sheenus, on jeszcze nie zdążył nabyć tych rzeczy, a mi się już sniły scenki z gadżrcikami, ależ było :BZ :">

  17. daga mówi:

    shennus dzieki zap orade jak irrelevant tez mialam probem z ci ale weszlam na tbm i juz go nie mam ..kiedy nowe czeci beda z moim ulubionym pantofelkiem>/

  18. Ola mówi:

    Kochana kiedy dodasz nowe części?

  19. Sheena mówi:

    Jutro… Nowe części będa jutro :*

  20. Ola mówi:

    Boziusiczku, ale żeś pocisnęła! Hahaha! no rewelacja!

*